Strony

sobota, 25 lipca 2015

Łódź, komenda zwalniająca i psie zakupy


Wróciliśmy z krótkiego wywczasu w Łodzi :)).
Bardzo się cieszę, że wreszcie udało mi się tam wyrwać choć na te parę dni. Tym bardziej, że należę do ginącego gatunku ludzi, którzy baardzo to miasto lubią:).

Pogoda trafiła nam się dość kapryśna, bo na zmianę prażyło ostre słońce, a zaraz potem niebo spowijały burzowe chmury. Ostatecznie udało nam się udać na morderczy, 6 kilometrowy spacer na Piotrkowską z krótkimi postojami na picie (słońce nieźle dawało w kość). Miałam cichą nadzieję, że uda mi się w ten sposób trochę zmęczyć Milo fizycznie, ale przeliczyłam się i to grubo. Rude było strasznie zawiedzione, że drogę powrotną pokonaliśmy tramwajem. W ten sposób straciłam nadzieję, że kiedykolwiek uda mi się zużyć jego pokłady energii. Czyżby pies napędzany energią słoneczną?

Trochę zdjęć ;)




Znoowu przerwa...?

No chodźmy już ! Dalej! Zapachy!



 W kwestii treningu opanowania- robimy postępy, małymi kroczkami. Milo nie rzuca się już tak szaleńczo na jedzenie i i zwykle już za 2-3 powtórzeniem udaje mu się spokojnie czekać, aż usłyszy komendę zwalniającą by móc przejść przez drzwi. Jeszcze odrobina pracy przed nami:).

Równolegle próbuję też nauczyć rudego komendy "trzymaj". Próbowałam początkowo z bambusową pałeczką, ale ostatecznie musieliśmy się uciec do zakupu gumowego psiego hantelka. Wszystko nie-zabawkowe podczas treningu stało się nagle fe i zupełnie w mniemaniu piesła nie nadawało się do brania w pysk (szkoda, że na spacerach nie jest równie wybredny i każde paskudztwo się do tego nadaje...)

Tu dochodzimy właśnie do moich ostatnich zakupów (pseudo-bałwanek już został skutecznie rozdłubany- chyba nie mam innego wyjścia w tej materii niż inwestować w Kongi:P)






Najbardziej jestem zadowolona ze spiralnej piłki- jest sporo twardsza od bałwanka i jak do tej pory Milo nie znalazł na nią sposobu, więc liczę, że przetrwa:).

wtorek, 21 lipca 2015

Nauka samokontroli + kilka spacerowych zdjęć

Milo jest żywym srebrem, niektórzy członkowie mojej rodziny twierdzą nawet, że pewnie ma psi odpowiednik ADHD ;). I choćbym nie wiem jak chciała go bronić, trzeba przyznać, że jest mocno atencyjny i niecierpliwy. W związku z tym postanowiłam trochę popracować nad jego samokontrolą.


Plan ćwiczeń jest następujący:

-nie wychodzimy z domu, dopóki Milo nie usiądzie spokojnie podczas gdy otwieram drzwi i nie zaczeka na komendę zwalniającą

-na spacerach spuszczenie ze smyczy w siadzie, odbiega dopiero po komendzie

-miskę z karmą dostaje dopiero, gdy spokojnie poczeka na komendę zwalniającą

-walczymy z ciągnięciem na smyczy!


Dziś minął nam 3 dzień ćwiczenia i rudy powoli zaczyna łapać, o co chodzi. Najtrudniej idzie nam wykorzenienie szaleńczego rzucania się na miskę jak tylko znajdzie się na wysokości do jakiej sięga. Z kolei ciągnięcie na smyczy prawie zupełnie ustało od kiedy zmieniliśmy Flexi na moją przepinaną samoróbkę, nie muszę już co 2 metry stawać i czekać, aż Milo przestanie napinać linkę :).


Jak w tytule, udało mi się też postrzelać kilka fotek podczas dzisiejszego spaceru. Pogoda niestety zostawiała wiele do życzenia, ale na szczęście nie padało :).