Strony

sobota, 26 września 2015

Recenzja smakołyków Brit Let's Bite!

Milo uwielbia wszelkie mięsne przysmaki - za to różnego rodzaju mączne ciastka zupełnie go nie interesują. Z tego względu musiałam przetestować przysmaki Brita z suszonego mięsa. Do tej pory Milo jadł britową suszoną pierś kurczaka, jednak w końcu zdecydowałam się na lekka zmianę i kupiłam paseczki z mięsa kaczki.

Przysmaki pakowane są w wygodne torebki ze strunowym zamknięciem- dzięki temu za każdym razem możemy wygodnie zamknąć opakowanie.Musimy  też pamiętać, że po otwarciu smakołyki powinny być przechowywane w lodówce. W środku poza przysmakami znajduje się mała saszetka z pochłaniaczem wilgoci(tego elementu oczywiście broń boże nie podajemy zwierzakowi!).



Same smaczki, w przypadku wersji z kaczką, są w formie cienkich paseczków zwartego, sprężystego mięsa o delikatnym przyjemnym zapachu.  Filety z piersi miały większych, okrągławych kęsów i były delikatniejszego, lekko różowawego koloru- mięso kaczki jest znacznie ciemniejsze, wręcz czerwonawe.

Skład, jak można się domyślić ekstremalnie krótki- 100% mięsa:).




Opakowania zawierają niestety bardzo niewiele przysmaków, bo jedynie 80g. Cena również nie należy do najniższych - za jedno opakowanie w sklepach stacjonarnych zapłacimy w granicach 11-12 zł.
W kwestii smakowitości muszę zaufać mojemu rudemu testerowi- tempo znikania paseczków sugeruje, że Milo bardzo posmakowały:).
Jako, że Brita stosujemy głównie w treningu kroję go na mniejsze kęsy, które nie zajmą Milo na długo. Mimo, że mięso jest podsuszone to jest na tyle sprężyste, że z łatwością można je podzielić przy pomocy noża lub nożyczek.
 


Brit Let's Bite! Fine Natural Snack


Plusy:

-w składzie znajduje się jedynie mięso
-łatwo dzielić je na mniejsze kęsy
-nie brudzą rąk
-przyjemny, zachęcający do konsumpcji zapach i smak
-łatwo dostępne


Minusy:

-wysoka cena
-niewielka ilość smakołyków w opakowaniu

środa, 23 września 2015

Spacerowy niezbędnik - co zabieramy ze sobą?

Długie popołudniowe lub wieczorne spacery to świetna okazja do treningu w zupełnie innych okolicznościach niż zwykle- więcej rozpraszających elementów i tyle zapachów w około!

Każdy taki spacer staram się wykorzystać do treningu Milo, ponieważ w dalszym ciągu mam spory problem ze skłonieniem go do pełnego skupienia na mnie i poleceniach, które wydaje, gdy jesteśmy poza domem. O ile odwołanie mamy w zasadzie perfekcyjnie opanowane, to wykonywanie innych komend w otoczeniu zapachów, innych ludzi i psów idzie mu dość opornie.

Na tę okazję zaopatruję się w kilka rzeczy, które ułatwiają mi skłonienie Rudego do współpracy:)



1.Kliker
Nieodzowny przy treningu nowych sztuczek, ale też bardzo przydatny w egzekwowaniu poleceń na dworze. Jego dźwięk sprawia, że Milo dużo lepiej się skupia, przestawia się wtedy na tryb "pracy".

2.Smakołyki
Dodatkowa pomoc w skupieniu uwagi na pracy. Na Milo najlepiej działają wszelkiego rodzaju suszone kawałki mięs lub wyjątkowo smakowita sucha karma- typowe ciasteczka nie mają raczej szans na jego zainteresowanie :).

3.Zabawka
Najczęściej w tym celu zabieram ze sobą Comfy Mint Stick lub którąś z piłek. Aportowanie zabawek to całkiem dobry przerywnik w treningach, a kijkiem od Comfy można się od biedy spróbować poszarpać w ramach niesmakołykowej nagrody. 

4. Nerka
Absolutnie nie wyobrażam sobie już spacerów bez niej. Noszenie psiego żarcia po kieszeniach było nieznośne, strasznie niewygodne i jak pewnie się domyślacie potwornie brudzące :P. W nerce spokojnie znajdzie się miejsce na nie, zabawkę, klucze i parę innych drobiazgów. Moja nerka ma dodatkowo wszytą w środku smycz z karabińczykiem- pierwotnie miała służyć do przypinania kluczy. Ja jednak podpięłam do niej kliker:).

5.Smycz i obroża
Obowiązkowo, pies musi być przecież pod kontrolą, chociażby w drodze na miejsce, w którym mogę go bezpiecznie spuścić:). Od jakiegoś czasu zdecydowanie częściej sięgam po zwykłe, parciane smycze, Flexi leży odłogiem.Na zdjęciu poniżej, nowy zestaw, który uszyłam Rudemu:).



A co Wy zabieracie ze sobą na dłuższe treningowe spacery?